Dywersyfikacja to inwestycyjna zasada: nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka. Zamiast stawiać wszystko na jedną spółkę, sektor czy walutę, rozkładasz kapitał na wiele niezależnych źródeł zysku. Dzięki temu, gdy jedna część portfela traci, inne mogą ją równoważyć.
W praktyce oznacza to posiadanie akcji różnych firm, obligacji, a często także geograficzne rozproszenie – inwestowanie w USA, Europę, rynki wschodzące. Dywersyfikacja nie chroni przed każdą stratą, ale znacząco zmniejsza ryzyko katastrofalnego spadku.
Częsty mit: „rozkładam pieniądze, więc zarobię mniej”. W rzeczywistości to, co się liczy, to stosunek zysku do ryzyka. Dywersyfikacja eliminuje ryzyko specyficzne (np. upadek jednej firmy), nie zabierając premii za ryzyko rynkowe.
Dodanie obligacji lub akcji zagranicznych do portfela akcji amerykańskich historycznie nie obniżyło średniego rocznego zwrotu, ale za to wyraźnie zmniejszyło maksymalne spadki. Niższa zmienność pozwala inwestorowi spokojniej przetrwać kryzys i nie podejmować decyzji pod wpływem emocji.
W latach 2000–2010 portfel oparty wyłącznie na akcjach USA zanotował ujemną dekadę. Tymczasem inwestorzy zdywersyfikowani geograficznie (rynki wschodzące, Europa) osiągnęli dodatnie stopy zwrotu. To dowód, że rozłożenie aktywów nie tylko chroni, ale może też poprawić długoterminowe wyniki.